Blog > Komentarze do wpisu
Lot

Po dłuuugim oczekiwaniu nareszcie nadeszła godzina 0 - 26tego maja o 12:15 wylecieliśmy z Krakowa, zostawiając paskudne chmury na polskim niebie daleko pod sobą.

Dwie godziny później wylądowaliśmy na lotnisku London Gatwick - terminal South. Darmowym autobusem przejechaliśmy na terminal North i z całym naszym dobytkiem, poszliśmy na obiad. Ceny na lotnisku straszne - za burgera i kurczaka z ryzem + kawa zapłaciliśmy 100zł. No i zaczęło się długie czekanie na odlot do Dubaju.

Zaopatrzeni w najlepszy sok pomarańczowy na świecie z M&S, postanowiliśmy znaleźć w miarę spokojne miejsce do czekania. Było całkiem wygodnie :)

Po 17tej udalo się nadać bagaże - moja walizka została wyróżniona zawieszką "Heavy" a bagaż podręczny ledwo mieścił się w wymaganiach ;)

O 20 rozpoczął się boarding i w końcu zobaczyliśmy nasz samolot.

Żeby popsuć nam humory, zostaliśmy wpuszczeni przez klasę business. Mają cudowne rozkładane wielkie fotele, a my szaraczki z klasy economy.... no cóż. Przynajmniej jedzenie było dobre :)

Dla zabicia nudy - bollywoodzki 3,5 godzinny film :)

Po 7 godzinach lotu mieliśmy przyjemność oglądania Dubaju z lotu ptaka.

A potem 3 godzinki czekania w gigantycznym Terminalu nr 3. Wszystko jest błyszczące, piękne i na najwyższym poziomie. W środku rosną nawet drzewa, płynie strumyczek i latają ptaszki. W takich sprzyjających warunkach ucięłam sobie drzemkę w najwygodniejszej pozycji świata:

No i o 10:30 Dubajskiego czasu przyszła pora na ostatnią część podróży - 13 godzinny lot do Brisbane. Myślałam, że się zanudzę, ale nawet nie było źle. Obejrzałam kolejny bollywoodzki film i jakąś nędzną komedię romantyczną. Mniej więcej nad równikiem kazano nam zapiąć pasy i zaczęła się  "jazda po wybojach". Kołysało nami raz mocniej raz słabiej ale w sumie bez przerwy przez około godzinę. Po kolacji zjedliśmy po tabletce wspomagającej spanie i po drzemce okazało się, że już jesteśmy bardzo niedaleko naszego celu :)

Niedługo po tym wysiedliśmy niewierząc, że to już. Ale wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły: Welcome to Brisbane.

piątek, 28 maja 2010, anamurek

Polecane wpisy

Komentarze
2010/05/31 23:17:48
dzięki, Aga za ten opis! byłam baaardzo ciekawa jak wyglądała Wasza podróż :)
no i oczywiście ciarki mnie przeszły jak to czytałam :)
Pomoz Kasi w walce z choroba