Blog > Komentarze do wpisu
no to mamy przeprowadzone...

We wtorek oficjalnie zaczęliśmy się przenosić. Do piątku mieliśmy się ze wszystkim zabrać i od weekendu mieszkać w nowym już tak całkiem. No i w sumie poszło prawie zgodnie z planem :)

W czwartek kupiliśmy w Ikei materac, zostawiliśmy im go, żeby nam przywieźli następnego dnia. W piątek spałam sobie w najlepsze i nagle słyszę budzik. Ale jak się podnosiłam, żeby go wyłączyć, to zaczęło do mnie docierać, że to nie taka melodyjka, jaka zazwyczaj nas budzi. Kiedy rozbudziłam się nieco bardziej, trybiki w głowie się ruszyły "To telefon!". Patrzę na wyświetlacz, dzwoni zdecydowanie jakiś australijski numer. Pobiłam się po twarzy i próbowałam się obudzić, żeby być w stanie cokolwiek powiedzieć. W końcu odebrałam i co słyszę? "Ajkijadeliwery". Pan poinformował mnie, że będą na miejscu za 15 minut. No to szybko się ubrałam, niewiele myśląc (jedynie JAK będzie najszybciej dostać się do naszego nowego mieszkania) zaczęłam szalony bieg na przystanek. Jak byłam już w autobusie, pan zadzwonił po raz kolejny. Poinformowałam go, że jadę, że szybciej nie mogę, bo jadę autobusem, a on zaczął sobie na mnie krzyczeć. Pogadał sobie, powiedział w końcu "ok" i czekał.

Dotarłam na miejsce, a on powitał mnie z uśmiechem i zapytał czy się dobrze jechało i czy miałam poranny jogging, po czym dodał oczywiście "no worries". Zostawił materac w mieszkaniu a obok niego moje zwłoki. Leżałam na podłodze obok materaca wyklinając moją poranną przygodę i przypomniałam sobie, że w piątek miała przyjechać też lodówka i miałam dziwne przeczucie, że to nie koniec przygód...

Czekaliśmy chyba do 13tej na jakikolwiek znak, że ktoś wiezie nam tą obiecaną na piątek lodówkę. No ale ta cisza była podejrzana, więc mąż zadzwonił do sklepu, w którym ją zamówiliśmy. Po drugim telefonie okazało się, że oni ją sprowadzą, ale za 3 tygodnie! No to anulowaliśmy zamówienie, poszukaliśmy jej w innych sklepach, znaleźliśmy w jednym za nawet odrobinkę niższą cenę. Mąż znowu złapał telefon do ręki i zadzwonił. Potwierdził, czy na pewno mają, czy w takiej cenie jak na stronie internetowej i zapytał o dostawę. Była 13.58 jak okazało się, że do 14 trzeba kupić, żeby przywieźli w sobotę, bo jak kupimy później, to będzie dopiero na wtorek. Iskierka nadziei pojawiła się po pytaniu "Czy mogę zamówić przez telefon", bo odpowiedź brzmiała "tak". Niestety ciąg dalszy odpowiedzi już nie był tak pozytywny "... ale tylko przy płatności kartą kredytową". A nasza karta kredytowa się dopiero produkuje...

Koniec końców pojechaliśmy tam, spokojnie i bez pośpiechu kupiliśmy za gotówkę, przywiozą we wtorek (pozostaje jeszcze nadzieja, że przynajmniej rano ;) ). Bedzie jeszcze super zabawa z podłączeniem wody do kostkarki. Znają życie podłączać będziemy przez tydzień, tak jak było z naszą pierwszą zmywarką.

Także mieszkamy prawie :) We wtorek ostatecznie. Ale i tak będzie wesoło, bo internetu nie mamy podłączonego, po wypełnieniu aplikacji napisali, że około 10 - 20 dni roboczych mamy poczekać i że na pewno do 20tego sierpnia będzie podłączony ;) No worries, mąż kupił jakiś mały pre-paidowy necik, także jakiś kontakt ze światem mieć będziemy.

No ale już jedna noc w nowym mieszkaniu za nami. Byliśmy wczoraj w kinie na "Inception". A że kino jest 10min spacerkiem od naszego nowego przytulnego pustego gniazdka, to zostaliśmy. Przyjemnie się spało, rano zamiast dźwigów i betoniarek obudziły mnie wydzierające się ptaki - miła odmiana :)

niedziela, 25 lipca 2010, anamurek

Polecane wpisy

Komentarze
2010/07/25 12:45:59
Fajny miałaś sen w pierwszą noc w nowym mieszkaniu? :) A może dołączysz zdjątka jakieś tej okolicy i w ogóle...
-
marko.ramius
2010/07/26 09:04:57
Brawo! Brawo! :-D
-
2010/07/27 12:23:23
odpowiednie mieszkanie, to piękna sprawa :) Czytając o lodówce pomyślałam "o, jak swojsko", tylko ściągnięcie czegokolwiek z drugiego końca kraju zajmuje u nas trochę mniej niż 3 tygodnie. Nie zawsze, ale przeważnie... :)) Teraz jeszcze jakaś australijska loteria i będzie na konkretne zakupy w Ikea ;)
Pomoz Kasi w walce z choroba